kiedy nie ma nic w spiżarni...

Oszczędność piękną jest cnotą!

Oszczędność piękną jest cnotą!

#zerowastefood, #moneynowaste

Obecnie coraz bardziej powszechny  staje się slogan #zerowastefood, #moneynowaste. A to nic innego, jak oszczędność!

Już w początkach XX wieku pisała o tym Maria Disslowa:
Niezmarnowanie żadnej okruchy, która może być zużytkowaną i niewydawanie pieniędzy ani materjałów ponad konieczną potrzebę, nazywa się oszczędnością. Oszczędność piękną jest cnotą, ale nader rzadką. Częściej spotkać można ludzi skąpych lub rozrzutnych w dosłownem znaczeniu, oszczędnych bywa niewielu. Oszczędnym należy być w drobiazgach, w rzeczach na pozór małej wartości i wydatkach groszowych. Wydać z kieszeni setkę trudniej, aniżeli dziesiątkę, którą wydaje każdy bez namysłu, a często całkiem niepotrzebnie. Groszowe wydatki czynią w miesiącu poważną sumę. Podobnie jest z materjałami – podnieść zapałkę, poszukać upadłego ziarnka kawy lub fasoli, żałuje się na to trudu, nie opłaci się również odnieść do spiżarni pozostałą z gotowania szczyptę mąki lub bułki, lepiej niech się zmarnuje. Mnóstwo materjałów palnych, papierów, gazet, pudełek idzie co dzień na śmietnik, kupuje się natomiast do rozpalania ognia smolne drzazgi lub służąca używa nafty i spirytusu. Przez niedopilnowanie marnuje się co dzień co innego: wykipi mleko, spali się zaprażka, wysuszy pieczeń, struże się grubo ziemniaki i jarzyny, wyrzuca się z niemi na śmietnik niekiedy jarzynke lub ziemniaka – któżby zwracał na to uwagę? Z takich zmarnowanych okruchów można zbudować gmach, gdyby codziennie składać ziarnko do ziarnka. Dom nie jest oszczędny, gdzie wszystkie schowki są pootwierane i każdy na własną rękę gospodaruje (…).”

No właśnie!

Komu nie zostaje kawałek czerstwego chleba, z którym nie wiadomo co zrobić? Albo woda z gotowanej kaszy, resztki sosów itd. Nie znoszę wyrzucać jedzenia. Co nie znaczy, że nigdy mi się nie zdarza. Oj zdarza! Staram się tego unikać z mniejszym lub większym skutkiem.

Pieczeń z kaszy i tego, co pod ręką

składniki

  • 100 gr białej kaszy niepalone
  • 1 jajko
  • garść grzybów
  • tłuszcz może być np. z pieczeni z kurczaka
  • do gotowania pozostała z dobrej jakości makaronu
  • sól, pieprz, czosnek i co tam pod ręką 🙂

Niedawno miałam taki napad, że z jednego dania wyszły mi 3 (i nadal pączkują 🙂 ).
Zachęcam do działania w nurcie #zerowastefood, czyli po prostu oszczędności i gospodarności. Zastanawialiście się kiedyś nad wykorzystaniem wody z gotowanej kaszy albo makaronu dobrej jakości? Albo nad tym, jak wykorzystać rozgotowane warzywa z rosołu? Sałatka, pierogi, pasztet? Możliwości jest bez liku!
Do brzegu. Niedalej, jak wczoraj ugotowałam makaron z Biedronki, a konkretnie – makaron z zielonego groszku. Woda, która po jego gotowaniu została pięknie pachniała! Aż szkoda było ją wylewać! Wzięłam więc mały rondelek, 100 gr kaszy gryczanej niepalonej, garść mrożonych grzybów, własnoręcznie przez moje dziecko zebranych, ząbek czosnku, jajko i cztery małe foremki do pieczenia!

Ugotowałam, zblendowała upiekłam w 180 st. C.

I jakoś tak świątecznie się zrobiło!

Jeśli podobał Ci się ten wpis – komentuj, udostępniaj, piecz 🙂

Może masz ochotę na:

  1. pasztet z pieczonych buraków
  2. barszcz ukraiński
  3. soliankę



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *